Nie dbają moje papiery 
O przeważne bohatery;
Nic u nich Mars, chocia srogi,
I Achilles prędkonogi,
Ale śmiechy, ale żarty
Zwykły zbierać moje karty.
Pieśni, tańce i biesiady
Schadzają się do nich rady.
Statek tych czasów nie płaci,
Pracą człowiek próżno traci.
Przy fraszkach mi wżdy naleją,
A to wniwecz, co się śmieją.



Pawle, rzecz pewna, u twego sąsiada 
Możesz długiego nie czekać obiada,
Bo w mej komorze szczera pojęczyna,
W piwnicy także coś na schyłku wina.
Ale chleb (według przypowieści) z solą
Każe położyć prze cię z dobrą wolą.
Muzyka będzie, pieśni też dostanie,
A k'temu płacić nie potrzeba za nie,
Bo się tu ten źmij rodzi tak okwito,
Lepiej daleko niż jęczmień, niż żyto.
Przeto siądź za stół, mój dobry sąsiedzie,
Boś dawno bywał przy takiej biesiadzie,
Gdzie śmiechu więcej niż potraw dawają:
Ale poetom wszystko przepuszczają.